Zapowiedź 32. kolejki – para po parze
To już półfinały Orlen Basket Ligi! Nasza zabawa trwa dalej i przed pierwszymi meczami półfinałów (wtorek 27 maja) trzeba podjąć ważne decyzje co do składu.
Przede wszystkim – nieprzydatni będą już zawodnicy zespołów, które odpadły z rywalizacji w ćwierćfinale, ale to oczywistość. Ciągle trzeba też pamiętać, że w 32. kolejce – która obejmuje całe półfinały – liczą się wszystkie punkty uzyskane przez zawodnika, a nie średnie. Warto więc przewidywać, która z serii może potrwać dłużej.
Warto też pamiętać o dzikiej karcie, którą można użyć właśnie teraz, dzięki czemu można „wyczyścić” cały skład bez konieczności oddawania punktów na prowizje. Oczywiście jeśli tej dzikiej karty nie wykorzystaliście przed ćwierćfinałami. Ostatnia szansa będzie przed finałem. W planowaniu składu warto uwzględnić fakt, że mecze o trzecie miejsce będą zaliczały się do 33. kolejki, ale trzeba pamiętać, że będą to tylko dwa mecze, a finałowych może być siedem.
Budżet zespołów pozostaje bez zmian (podniesie się dopiero na finałową 33. kolejkę), ale przypominamy, że w 32. kolejce (półfinałowej) można mieć w składzie maksymalnie po trzech zawodników z jednego klubu.
Nie zapomnijcie ustawić swoich składów na 32. kolejkę najpóźniej we wtorek 27 maja przed godziną 17.15!
Oto przegląd par w 32. kolejce Menedżera Orlen Basket Ligi, czyli w półfinale:
Anwil Włocławek (1) – Legia Warszawa (4)
To powtórka z pamiętnego półfinału z 2022 roku, kiedy to dość niespodziewanie niżej rozstawiona Legia pokonała Anwil 3:0. Czy w 2025 roku może to się powtórzyć? Po solidnych ćwierćfinałach obu zespołów (Anwil pokonał Arrivę 3:1, Legia – Górnik także 3:1) można się spodziewać wyrównanej walki, ale faworytem pozostaje zespół z Włocławka. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że serię z torunianami z kontuzją zakończył rozgrywający włocławian Kamil Łączyński. Bez niego w czwartym meczu ćwierćfinału Anwil poradził sobie jednak znakomicie.
Anwil pokonał w ćwierćfinale w czterech meczach zespół z Torunia, a w tej rywalizacji najlepszym zawodnikiem włocławian był silny skrzydłowy Luke Petrasek, który zdobył 101 punktów. Bardzo dobrze wypadli w ćwierćfinale także rzucający Michał Michalak (76 pkt.), a także Łączyński (71 pkt.), który przecież opuścił jedno spotkanie. Nieco słabiej tym razem grali rozgrywający Luke Nelson (42 pkt.), rzucający Justin Turner (33 pkt.), a także środkowy D.J. Funderburk (51 pkt.), którego w dorobku punktowym minimalnie przebił nawet drugi środkowy Nick Ongenda (52 pkt.).
Legia również w czterech meczach uporała się z Górnikiem i miała dwóch zawodników, którzy w tej serii zdobyli dokładnie 93 punktów. Byli to rzucający Kameron McGusty i środkowy Mate Vucić. Solidne występy w ćwierćfinale zanotowali także silny skrzydłowy Ojars Silins (76 pkt.) i rozgrywający Andrzej Pluta (67 pkt.). Ciekawe, czy lepszą serię w półfinale zanotują mniej widoczni ostatnio rozgrywający Keifer Sykes (28 pkt.) i niski skrzydłowy Aleksa Radanov (26 pkt.).
W meczach rundy zasadniczej oba zespoły wygrywały ze sobą na wyjazdach. W listopadzie w Warszawie Anwil wygrał po dogrywce 94:86. W marcu we Włocławku zespół z Warszawy był lepszy 85:77.
Trefl Sopot (2) – PGE Start Lublin (3)
Sopocianie są jedynym zespołem z ubiegłorocznego półfinału, który nadal gra o mistrzostwo Polski w 2025 roku. Mistrzowie Polski wyglądali imponująco w serii z Kingiem (wygrali w czterech meczach) i będą na pewno faworytem w tej rywalizacji. Z kolei Start w ćwierćfinale wygrał w dobrym stylu trzy mecze u siebie, natomiast w Słupsku grał znacznie słabiej i przegrywał wyraźnie. Czy sensacyjni półfinaliści są w stanie nawiązać walkę z mistrzami z 2024 roku?
W rywalizacji półfinałowej z Kingiem najlepszym zawodnikiem Trefla był rzucający Nick Johnson, który zdobył 90 punktów. Rewelacją tej serii był niski skrzydłowy Keondre Kennedy, zdobywca 80 punktów. Tylko w trzech meczach (z powodu dyskwalifikacji) zagrał rozgrywający Jakub Schenk, który zdobył 43 punkty. Solidny w meczach z Kingiem był rzucający Aaron Best (61 pkt.). Nieco słabiej grali tym razem obaj środkowi Trefla Geoffrey Groselle (36 pkt.) i Mikołaj Witliński (32 pkt.). Na pewno w półfinale powinni być bardziej przydatni, podobnie jak silny skrzydłowy Jarosław Zyskowski, który w trzech występach w ćwierćfinale zdobył 19 pkt.
Lublinianie jako jedyni z półfinalistów rozegrali w ćwierćfinale pięć meczów. W rotacji trener Wojciech Kamiński miał dziewięciu koszykarzy, którzy w skali całej rywalizacji dostarczyli Startowi sporo punktów. Najwięcej punktów zdobyli środkowy Ousmane Drame (77 pkt.), niski skrzydłowy C.J. Williams (76 pkt.) i rzucający Courtney Ramey (70 pkt.). Potencjalni liderzy zespołu rzucający Tevin Brown i silny skrzydłowy Tyran de Lattibeaudiere uzyskali po 67 punktów, ale na pewno można liczyć na więcej w półfinale. W trzech meczach zagrał rozgrywający Manu Lecomte, a i tak zdobył 49 pkt. Z Polaków w Starcie niespodziewanie najbardziej produktywny był niski skrzydłowy Michał Krasuski (59 pkt.), podczas gdy 30 pkt. zdobył rozgrywający Arkadiusz Pelczar, a 20 miał silny skrzydłowy Filip Put.
W meczach rundy zasadniczej między tymi zespołami dwa razy lepszy był zespół z Lublina. W grudniu po pamiętnym meczu z dwiema dogrywkami Start wygrał u siebie 122:121, a w kwietniu w Sopocie lublinianie wygrali 88:87.