Zapowiedź 33. kolejki – para po parze

Zapowiedź 33. kolejki – para po parze

Po długiej przerwie – jak nigdy w play-off Orlen Basket Ligi – wracamy na boiska. Już w poniedziałek rozpoczyna się wielki finał, a dzień później rywalizacja o trzecie miejsce! W ten sposób zaczynamy 33. kolejkę, która będzie już ostatnią – w niej liczy się dorobek zawodników drużyn w obu ostatnich parach sezonu.

Zmiany w składach na pewno będą bardzo istotne. Oczywiście, wszystkich zawodników z drużyn, które odpadły wcześniej, już zapewne usunęliście ze składów. Trzeba brać pod uwagę, że w 33. kolejce – która obejmuje całe finały i dwa mecze o trzecie miejsce – liczą się wszystkie punkty uzyskane przez zawodnika. Warto więc pamiętać, że w finale będą minimum cztery mecze – ale może być aż siedem, a w serii o brązowe medale na pewno będą tylko i wyłącznie dwa spotkania – gra się tutaj mecz i rewanż.

Jeśli jeszcze nie użyliście dzikiej karty przed 31. lub przed 32. kolejką, to teraz jest ostatnia szansa. Dzięki temu można „wyczyścić” cały skład bez konieczności oddawania punktów na prowizje.

Budżet zespołów zostaje teraz podniesiony i można mieć w składzie zawodników o łącznej wartości 25 mln. W 33. kolejce można mieć w składzie maksymalnie aż pięciu zawodników z jednego klubu – to też zmiana, którą trzeba wziąć pod uwagę.

No i na koniec najważniejsze - nie zapomnijcie ustawić swoich składów na 33. kolejkę najpóźniej w poniedziałek 8 czerwca przed godziną 20.00! Pierwszy mecz finału w Warszawie rozpocznie się 15 minut później – o godz. 20.15.

Oto przegląd par w 33. kolejce Menedżera Orlen Basket Ligi, czyli w walce o medale:

Finał: Legia Warszawa (1) – Orlen Zastal Zielona Góra (8)

To pierwszy raz w historii play-off ekstraklasy koszykarzy (rozgrywany jest od 1985 roku), że zespół z ósmego miejsca po rundzie zasadniczej jest w finale. Mamy więc tu do czynienia z historycznym wydarzeniem w wykonaniu zielonogórskiego Zastalu, bez względu na to, jak się ten finał zakończy. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że w drabince play-off Zastal był siódmy (po wygraniu meczu w play-in), to takich finałów z udziałem zespołu numer siedem było w historii niewiele – dokładnie jeden, kiedy w 1993 roku do finału (przegranego ostatecznie 0:3) awansował Nobiles Włocławek. A więc absolutna rzadkość.

Legia będzie w tym finale absolutnym faworytem, ale nie da się ukryć, że obecność zespołu z Zielonej Góry to zawsze niespodzianka i coś intrygującego. Zastal zaskoczył ostatnio już tyle razy – wygrywając z Anwilem w play-in, później przegrywając łącznie tylko jeden mecz w rywalizacjach z Kingiem i Arką – że przecież może zrobić niespodziankę jeszcze jeden raz. Niewiadomą w tej serii będzie obecność środkowego Phila Fayne’a, który po dwóch meczach ćwierćfinału z Arką musiał wyjechać do USA z powodów osobistych. Mogący go zastąpić w większym wymiarze czasowym Dwight Wilson borykał się z kontuzją, ale pojawiły się plotki o możliwej reaktywacji kontuzjowanego w czasie Pucharu Polski Sagaby Konate.

Na dodatek nos złamał rozgrywający Andy Mazurczak (zagra w masce), a rzucający Filip Matczak boryka się z powracającą kontuzją pleców. Zielonogórzanie to więc w tym finale zespół zagadka, choć i w Legii niepewny był udział silnego skrzydłowego Race’a Thompsona, który doznał kontuzji kostki podczas rywalizacji z Dzikami.

W półfinałach najlepiej z zawodników uczestniczących w finale wypadli dwaj gracze Zastalu i może od nich należy rozpocząć ustawianie składu. Najlepszym punktującym tej fazy rozgrywek był silny skrzydłowy Jakub Szumert (92 pkt.), a drugim najlepszym – rzucający zielonogórzan Conley Garrison (80 pkt.). Zaskakująco dobrze w półfinale grał niski skrzydłowy Jayvon Maughmer (62 pkt.), a solidnie jak zawsze Mazurczak (56 pkt.). Ze środkowych najlepiej w Zastalu wypadł Wilson (33 pkt.), a zagadką jest dyspozycja silnego skrzydłowego Patricka Cartiera (28 pkt. w półfinale), który gra mniej niż można się spodziewać przez to, że znakomity jest Szumert. Z kolei trudno założyć, że trener Arkadiusz Miłoszewski znów w pełni zaufa rzucającemu Chavaughnowi Lewisowi (37 pkt. w półfinale), który ostatnio gra dużo mniej niż wcześniej.

W Legii najpewniejszymi punktującymi są trzej zawodnicy grający na obwodzie. 73 pkt. w półfinale zdobył rozgrywający Andrzej Pluta, 64 miał rzucający Jayvon Graves, a 57 – rozgrywający D.J. Brewton. Na tym tle wiecznie zmieniający się w roli ważnych lub nieważnych zawodnicy podkoszowi są zagadką, jeśli chodzi o wybór do składu na 33. kolejkę. Raczej powinien wyzdrowieć Thompson (13 pkt. w jedynym występie w półfinale), zapewne dużym zaufaniem cieszyć się będzie silny skrzydłowy Carl Ponsar (45 pkt. w półfinale), zapewne nie odzyskają formy wiecznie narzekający na kontuzje silny skrzydłowy Ojars Silins (17 pkt.) i środkowy Matthias Tass (20 pkt.). Ale czy wiadomo, jak zagra środkowy Shane Hunter (48 pkt. w półfinale)? Z kolei na pozycji niskiego skrzydłowego znów do składu wróci Michał Kolenda (0 pkt. w jedynym występie w półfinale), więc zapewne znów mniej pogra Maksymilian Wilczek (27 pkt.), podobnie jak rzucający Wojciech Tomaszewski (20 pkt.).

W meczach rundy zasadniczej Legia wygrała dwa razy z Zastalem. W listopadzie w Zielonej Górze było 88:71, a w marcu w Warszawie 84:66 dla wojskowych.

O trzecie miejsce: Dziki Warszawa (5) - AMW Arka Gdynia (6)

Raz jeszcze podkreślmy: w tej rywalizacji na pewno będą dwa mecze, czyli znacznie mniej niż w finale (tam od czterech do siedmiu). Mimo to warto być może sięgnąć po zawodników, którzy w pojedynczym występie mogą zdziałać więcej niż inni w dwóch-trzech meczach.

Trudno określić, kto będzie faworytem w tej rywalizacji, choć w rundzie zasadniczej lepsi wyraźnie dwa razy byli warszawiacy. Oba zespoły są mocno rozczarowane po półfinałach, bo Dziki na pewno liczyły na co najmniej jedno derbowe zwycięstwo nad Legią, a Arka – mając na początku rywalizacji dwa mecze u siebie – nie zakładała zapewne braku zwycięstwa z Zastalem. Tak się jednak stało, a z uwagi na równość tych doświadczeń i długą przerwę między rywalizacjami trudno oszacować szanse obu zespołów.

Warto się więc przede wszystkim przyjrzeć indywidualnym osiągnięciom obu ekip w półfinale. W Dzikach w meczach z Legią nie zawiódł przede wszystkim rozgrywający Darnell Edge (66 pkt. w trzech meczach, z czego aż 26 w meczu 3). Drugim punktującym był rzucający Landrius Horton (36 pkt.), ale po nim na pewno można się było w tym play-off spodziewać więcej. Nieźle spisali się też niski skrzydłowy Rivaldo Soares (34 pkt.) i środkowy Ody Oguama (33 pkt.), a niespodzianką była solidność silnego skrzydłowego Krzysztofa Kempy (22 pkt.), który zdobył więcej punktów niż niski skrzydłowy Grzegorz Kamiński (21 pkt.). Trudno doradzać wstawienie do składu będących w słabej formie rzucającego Tahlika Chaveza (13 pkt. w półfinale) czy silnego skrzydłowego Bennetta Vander Plasa (10 pkt.), nie mówiąc nawet o borykającym się z kontuzją środkowym Łukaszu Frąckiewiczu (5 pkt. w dwóch występach).

W Arce udanych występów w półfinale było bodaj jeszcze mniej. Najwięcej punktów w trzech meczach z Zastalem uzbierał silny skrzydłowy Eimantas Tubutis (45 pkt.), któremu na pewno daleko do miana lidera zespołu. Tylko w meczu 3 dobrze zagrał rzucający Mike Okauru (28 pkt. w tym spotkaniu, 41 łącznie w trzech), a o punkt więcej zdobył rozgrywający Kamil Łączyński. Przeciętni – wbrew wysokim oczekiwaniom – byli rozgrywający Milan Barbitch i niski skrzydłowy Luke Barrett (po 31 pkt.), a także środkowy Kresimir Ljubicić (34 pkt.). Słabo zagrał silny skrzydłowy Jarosław Zyskowski (19 pkt.), a tragicznie wręcz – rzucający Jakub Garbacz (łącznie minus 4 pkt. w serii!). Dla porządku wspomnijmy środkowego Adama Hrycaniuka, który meczami o brąz zakończy wspaniałą karierę (w półfinałach 11 pkt.).

W rundzie zasadniczej oba mecze wygrały Dziki. W listopadzie w Gdyni rozpoczęły etap lepszej gry w sezonie niespodziewaną wygraną 96:78, a w marcu na Kole pokonały gdynian 94:84.

Zbuduj drużynę
zaproś znajomych
wygrywaj nagrody!


ZAREJESTRUJ SIĘ