Zapowiedź 32. kolejki – para po parze

Zapowiedź 32. kolejki – para po parze

To już dzisiaj – początek półfinałów Orlen Basket Ligi! Nasza zabawa trwa dalej i przed pierwszymi meczami półfinałów (wtorek 26 maja) trzeba podjąć ważne decyzje co do składu.

Przede wszystkim – nieprzydatni będą już zawodnicy zespołów, które odpadły z rywalizacji w ćwierćfinale, ale to oczywistość. Ciągle trzeba też pamiętać, że w 32. kolejce – która obejmuje całe półfinały – liczą się wszystkie punkty uzyskane przez zawodnika, a nie średnie. Warto więc przewidywać, która z serii może potrwać dłużej.

Warto też pamiętać o dzikiej karcie, którą można użyć właśnie teraz, dzięki czemu można „wyczyścić” cały skład bez konieczności oddawania punktów na prowizje. Oczywiście jeśli tej dzikiej karty nie wykorzystaliście przed ćwierćfinałami. Ostatnia szansa będzie przed finałem. W planowaniu składu warto uwzględnić fakt, że mecze o trzecie miejsce będą zaliczały się do 33. kolejki, ale trzeba pamiętać, że będą to tylko dwa mecze, a finałowych może być siedem.

Budżet zespołów pozostaje bez zmian (podniesie się dopiero na finałową 33. kolejkę), ale przypominamy, że w 32. kolejce (półfinałowej) można mieć w składzie maksymalnie po trzech zawodników z jednego klubu.

Nie zapomnijcie ustawić swoich składów na 32. kolejkę najpóźniej we wtorek 26 maja przed godziną 20.00!

Oto przegląd par w 32. kolejce Menedżera Orlen Basket Ligi, czyli w półfinale:

Legia Warszawa (1) – Dziki Warszawa (5)

To pierwsze w historii derby Warszawy w play-off, choć przecież w przeszłości zdarzało się, że drużyny ze stolicy (Legia i Polonia) grały w tym samym roku wśród ośmiu najlepszych. Tym razem jednak dojdzie do fascynującego starcia dwóch klubów, które już dopracowały się swoich koszykarskich kibiców i działają bardzo niedaleko od siebie. Bemowo (Legia) i Koło (Dziki) dzieli jakieś sześć minut jazdy samochodem. Czy jednak dzieli je także klasa sportowa? To się okaże na boisku, bo choć Dziki momentami w serii z Energą Treflem Sopot (3:1) wyglądały imponująco, to jednak Legia nad MKS Dąbrowa Górnicza (3:1) – jak się wydaje - miała nieco większą przewagę.

W obu zespołach wszyscy gotowi są do gry, choć oczywiście trzeba pamiętać, że trener Legii Heiko Rannula musi stale wybierać sześciu zawodników zagranicznych do gry, z siedmiu których ma w składzie. Ostatnio na ogół poza meczową dwunastką był środkowy Matthias Tass.

W czterech meczach ćwierćfinału z MKS Legia nie miała jednego lidera. Kilku zawodników spełniało tę rolę, ale najwięcej punktów w tych czterech meczach zdobył silny skrzydłowy Carl Ponsar (84) i on wygląda na najsolidniejszą opcję także na półfinał. Niemal równie dobrze wypadł zawodnik z tej samej pozycji czyli Race Thompson (79 pkt.), a ponad 70 pkt. zebrali także zawodnicy obwodowi: rozgrywający D.J. Brewton (77 pkt.) i Andrzej Pluta (74 pkt.) oraz rzucający Jayvon Graves (73 pkt.). W drugiej linii jakości gry byli środkowy Shane Hunter (53 pkt., ale w trzech meczach tylko) i silny skrzydłowy Ojars Silins (51 pkt.). Można jeszcze ewentualnie liczyć na przebudzenie niskiego skrzydłowego Michała Kolendy (35 pkt. w ćwierćfinale).

Dziki grały dość wąskim składem czteromeczowy półfinał z Treflem, ale to nie znaczy, że był to skład idealnie wyrównany. Nieco zawiódł w tej serii najlepszy strzelec Orlen Basket Ligi rzucający Landrius Horton (63 pkt.), natomiast bez wątpienia nie zawiódł rozgrywający Darnell Edge (97 pkt.). Lepiej niż można było przypuszczać grał na pewno silny skrzydłowy Bennett Vander Plas (68 pkt.), który jednak z Legią nie będzie miał łatwego zadania na swojej pozycji. Solidny przez cztery mecze był niski skrzydłowy Rivaldo Soares (54 pkt.), natomiast raz dobrze a raz słabo grali rzucający Tahlik Chavez (50 pkt.) oraz niski skrzydłowy Grzegorz Kamiński (52 pkt.). Z zawodników występujących na pozycji środkowego lepiej w ćwierćfinale wypadł Łukasz Frąckiewicz (50 pkt.) niż Ody Oguama (39 pkt.). Z zawodników niskobudżetowych warto zwrócić uwagę na 21 pkt. Krzysztofa Kempy.

W meczach rundy zasadniczej oba mecze zespoły wygrywały ze sobą na wyjazdach. W listopadzie Dziki wygrały na Bemowie 84:79, a w marcu Legia była lepsza na Kole 95:88.

AMW Arka Gdynia (6) – Orlen Zastal Zielona Góra (8)

Zapowiada się niesamowita seria, bo takie układu (suma miejsc zespołów w rundzie zasadniczej wynosi 14) jeszcze w historii Orlen Basket Ligi nie było. Oba zespoły mają więc po niespodziankach w ćwierćfinale ochotę na jeszcze bardziej sensacyjny awans do finału, gdzie oba kluby bywały w historii play-off bardzo często – są przecież łącznie 14-krotnymi mistrzami Polski. Jednak w finale ze sobą nigdy nie grały i tak też nie będzie teraz.

Gdynianie jako jedyni z półfinalistów rozegrali w ćwierćfinale pięć meczów. W rotacji trener Mantas Cesnauskis miał w pierwszych dwóch meczach tylko ośmiu koszykarzy, a potem dołączył do nich jeszcze po kontuzji rozgrywający Milan Barbitch, który grał bardzo dobrze (55 pkt. w trzech występach). Spośród grających w całej serii najlepiej wypadł niski skrzydłowy Luke Barrett. Zdobył 105 pkt. i to był najlepszy wynik w ćwierćfinale spośród zawodników, którzy zagrają w półfinale. 93 pkt. dzięki świetnemu zbieraniu zaliczył silny skrzydłowy Eimantas Tubutis. Słabiej tylko w ostatnim meczu zagrał silny skrzydłowy Jarosław Zyskowski. Solidnie wypadli także pozostali rotacyjni gracze: rzucający Mike Okauru (57 pkt.), środkowy Kresimir Ljubicić (50 pkt.), rozgrywający Kamil Łączyński (47 pkt.) i niski skrzydłowy Jakub Garbacz (42 pkt.). Ostatnim znaczącym graczem Arki jest 42-letni weteran Adam Hrycaniuk, który jako jedyny pamięta (z boiska) jej ostatnie mistrzostwo w 2012 roku. W tegorocznym ćwierćfinale zgromadził 15 pkt.

W rywalizacji ćwierćfinałowej z Kingiem najlepszym zawodnikiem Zastalu był oczywiście rozgrywający Andy Mazurczak, który zdobył 96 punktów, co było najlepszym wynikiem pozostałych w grze zawodników, którzy zagrali cztery mecze. Znakomicie w zielonogórskim zespole punktowali też silny skrzydłowy Jakub Szumert (były gracz Arki! 85 pkt.) i rzucający Conley Garrison (82 pkt.). Ciekawą opcją są też silny skrzydłowy Patrick Cartier (61 pkt.), a także niski skrzydłowy Jayvon Maughmer (49 pkt.). Trudno się zdecydować na rzucającego Chavaughna Lewisa, który po kontuzji w ostatnim meczu rundy zasadniczej grał mało (2 mecze, 0 pkt.), a w meczu 4 w ogóle nie wystąpił. A to przecież trzeci strzelec Orlen Basket Ligi! Trudno też stawiać na środkowych Zastalu. W czterech ćwierćfinałowych meczach Krzysztof Sulima, Phil Fayne i Dwight Wilson zdobyli wspólnie tylko 78 pkt., z czego prawie połowę Fayne (38).

W obu zespołach nie ma kontuzji, poza oczywiście lutowym urazem, który zakończył sezon środkowego Zastalu Sagaby Koibate. W meczach rundy zasadniczej między tymi zespołami wygrywali goście. W październiku w Zielonej Górze lepsza była Arka (77:75), a w lutym w Gdyni wygrał Zastal (82:71).

Zbuduj drużynę
zaproś znajomych
wygrywaj nagrody!


ZAREJESTRUJ SIĘ